http://mdruk.pl/
Torba Skip Hop
szkoła dwujęzyczna warszawa
aston martin
www.aneva.pl
odzież niemowlęca sklep
Pieczątki Łódź
Młoda mama

Osoby odpowiedzialne za układanie programu nauczania w poszczególnych typach szkół w naszym kraju mówią od dawna o tym, że starają się w jak największym stopniu spowodować, aby dbać w jak największym stopniu o dzieci pod względem ruchowym, aby dzieci miały odpowiednią ilość lekcji wychowania fizycznego, bo przecież wiadomo, jak ważny jest ruch zwłaszcza dla młodego człowieka. Tak więc zwiększa się sukcesywnie liczba godzin lekcji wychowania fizycznego w poszczególnych szkołach, jednak okazuje się, że nie powoduje to wcale zmniejszenia się problemów, jakie mają dzieci i naszą młodzież w obszarze coraz mniejszej ilości ruchu, a co za tym idzie – coraz większych problemów już nie tylko z nadwaga, ale i z otyłością. Panuje jakieś dziwne zjawisko w naszych szkołach, że im więcej godzin wychowania fizycznego jest wprowadzanych w szkołach, tym mniej dzieci i młodzieży w nich uczestniczy, a odnosi się to szczególnie właśnie do młodzieży. Czasami – jak alarmują nauczyciele wychowania fizycznego – w zajęciach bierze udział tylko kilka czy kilkanaście procent uczniów, pozostali mają czy to zwolnienia lekarskie z zajęć wychowania fizycznego, wystawiane często od razu na cały rok czy semestr, czy to posiadają uczniowie regularnie wystawiane zwolnienia z zająć pisane przez rodziców czy opiekunów. Jeszcze kolejna grupa uczniów po prostu nie ćwiczy na zajęciach wychowania fizycznego z takich powodów jak brak stroju czy też złe samopoczucie. Taka sytuacja powoduje, że faktycznie mamy coraz większy odsetek dzieci, które mają znacznie przekroczoną wagę dopuszczalna, coraz częściej też rodzice i opiekunowie zgłaszają się z dziećmi do lekarzy, gdyż jest problem z takimi schorzeniami jak zwyrodnienia stawów, problemy z kręgosłupem, wada postawy czy też tak poważne schorzenia jak cukrzyca typu II.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia budowana na wsiach bardzo dużo szkół – miało to swoje uzasadnienie w tym, że rodziło się coraz więcej dzieci, że na wsiach powstawały kolejne domy, całe osiedla mieszkaniowe, a wiec kłopotem byłoby dowożenie tak wielkiej ilości uczniów do szkół odległych o wiele kilometrów. Jednak od lat dziewięćdziesiątych XX wieku trwa zupełnie odwrotny proces – zamykane są kolejne szkoły wiejskie, uczniowie przenoszeni są do szkół większych, gminnych, które oddalone są często o 20 i więcej kilometrów od poszczególnych wsi. Taki stan rzeczy nie cieszy większości rodziców uczniów, którzy nagle muszą dojeżdżać bardzo daleko do swoich szkół – w kolejnych miejscowościach w naszym kraju trwają kolejne protesty zarówno rodziców dzieci, jak i ich nauczycieli, którzy w wielu przypadkach tracą po prostu zatrudnienie lub też w bardzo znaczący sposób zmniejsza się godziny ich pracy. Na pewno jest to proces nieodwracalny z dwóch podstawowych czynników. Pierwszym jest to, że rodzi się coraz mniej dzieci, ponadto wsie wyludniają się, mieszka tam coraz mniej rodzin, a wiec automatycznie i w szkołach wiejskich jest mniejsza liczba uczniów. Bywają nawet sytuacje, że w klasie jest kilkoro uczniów, zaś w całej szkole liczba nauczycieli dorównuje licznie uczęszczających do danej placówki uczniów. Kolejna kwestia to sprawy finansowe – odkąd szkoły zostały oddane pod opiekę samorządom, odkąd to właśnie te struktury muszą finansować szkolnictwo na swoim terenie, szukają one oszczędności, bowiem utrzymanie takich niedużych wiejskich szkół jest szalenie kosztowne, kiedy to dotacje z skarbu państwa są przyznawane na podstawie ilości uczniów uczęszczających do danej szkoły, a koszty kilkakrotnie przekraczają te wartości.

Polski system edukacyjny ma to do siebie, że bardzo często następują duże zmiany, jednak okazuje się, że przychodzi kolejna ekipa rządowa, kolejne ugrupowanie polityczne i zmiany wprowadzone przez uprzednio rządzących są cofane, a jednocześnie wprowadza się zupełnie nowe zmiany, diametralnie różne od tych poprzednio obowiązujących. Podobnie wygląda – według wielu – obecna reforma programowa realizowana w liceach ogólnokształcących w naszym kraju, gdzie od roku weszły nowe zasady nauczania, nowy program, a wiec zmieniono praktycznie wszystkie podręczniki szkolne. Nowe zasady programowe to miedzy innymi zredukowanie niektórych przedmiotów, można wymienić tu chociażby historie, co budziło największe sprzeciwy poszczególnych ugrupowań opozycyjnych. Po prostu w szkole średniej nie ma nauki historii od podstaw, jak to było praktykowane dotychczas, lecz jest pewna kontynuacja programu nauczania z gimnazjum. Kolejne zmiany to wprowadzenie bloków programowych, a wiec konieczność dokonania wyboru przez poszczególnych uczniów, jakich przedmiotów będą uczyli się przez drugi i trzeci rok nauki w liceum, bowiem tylko pierwszy rok nauczania pozostaje w pewnym sensie ogólny. W czasie następnych dwóch At nauki następuje pewne ukierunkowanie, a wiec uczniowie wybierają sobie kilka przedmiotów, ułożonych w pewno bloki nauczania, w zależności zarówno od posiadanych zainteresowań, jak i w zależności od planów na przyszłość, odnośnie wyboru odpowiedniego kierunku studiów. Takie ukierunkowanie ma swoich przeciwników – uważają oni, że jest zbyt wcześnie, że tak bardzo młodzi ludzie niekoniecznie jeszcze mają rozeznanie i ukierunkowanie, w jakim kierunku chcą się kształcić na studiach, zaś wybranie określonego bloku przedmiotów stawiać ich może w sytuacji dokonanego już wyboru.

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, zaraz na początku przemian społeczno-politycznych w naszym kraju, wprowadzono naukę religii do szkół, spora część naszego społeczeństwa patrzyła sceptycznie na te decyzje, uważając, że nauka religii nadal może być prowadzona w salkach katechetycznych, które w tym celu były przez kilkadziesiąt lat. Jednak z czasem religia w szkołach się przyjęła i obecnie coraz mniej jest głosów sprzeciwu wobec tej sytuacji. Jednak w ostatnim okresie czasu rozpoczął się pewien nowy spór w kwestii nauki religii w szkołach – chodzi o to, czy religia jako przedmiot nauczany w szkole może być przedmiotem maturalnym. Takiego rozwiązania domagają się biskupi oraz działacze katoliccy, argumentując swój postulat w taki sposób, że skoro religia jest przedmiotem nauczania w szkole, nie powinno być żadnych przeciwwskazań do wprowadzenia jej jako przedmiot maturalny. W tej kwestii zupełnie odmienne stanowisko mają przedstawiciele Ministerstwa edukacji narodowej, twierdząc, że religia nie powinna być przedmiotem maturalnym chociażby dlatego, że jest to jedyny nauczany w szkołach przedmiot, na którego ramy programowe przedstawiciele zarówno ministerstwa, jak i poszczególnych kuratoriów nie mają żadnego wpływu. Faktycznie jest tak, że ramy programowe nauczania religii w szkołach powstają w kręgach kościelnych i Ministerstwo edukacji narodowej nie ma na to najmniejszego wpływu, a wiec nie będzie miało też możliwości egzekwowania pewnych wymagań na maturze z religii, jeśli taka miałaby miejsce. Przeciwnicy wprowadzenia religii na maturze podnoszą też kwestie tego, że matura powinna być zdawana z wiedzy, a nie z wiary.

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej zmieniło w bardzo wielkim stopniu większość dziedzin naszego życia – jedna z nich jest to, że coraz więcej ludzi zaczęło wyjeżdżać za granice, w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy, w poszukiwaniu lepszej przyszłości nie tylko dla samego siebie, ale dla całej rodziny. Możliwość swobodnego przemieszczania się po poszczególnych krajach unijnych, możliwość podejmowania zatrudnienia w kolejnych krajach Unii Europejskiej spowodowało, że bardzo wiele rodzin uległo rozdzieleniu, co automatycznie musiało odbić się na dzieciach obecnych w tych rodzinach. Jedna sytuacja to wyjazd jednego z rodziców, pozostawienie w kraju drugiego z dziećmi – wówczas dzieci są pozbawione na długi czas pełnej rodziny, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rodzic z zagranicy przyjeżdża odwiedzić rodzinę tylko raz czy dwa razy w roku, na krótki okres czasu. Wówczas zdarzają się niestety bardzo często sytuacje, że ci rodzice zaczynają żyć każde swoim życiem, przyzwyczajają się do życia osobno, a bywa, że znajdują sobie kolejnych partnerów czy partnerki, a wiec rodzina de facto ulega rozbiciu. Inna sytuacja ma miejsce, kiedy wyjeżdża za granice jedno z rodziców, a następnie ściąga do siebie współmałżonka z dziećmi. Wówczas jest szansa dla dzieci na posiadanie obojga rodziców w równym stopniu, jednak są też pewne minusy takiego rozwiązania. Jest to stres dla dzieci, zwłaszcza w sytuacji, kiedy są już dość duże, kiedy zostają nagle w sytuacji przymusowej – przystosowania się bardzo szybko do nowego kraju, do nowych kolegów czy koleżanek, do nowego języka, w którym trzeba mówić w szkole czy na ulicy.

W powszechnym odczuciu poziom nauczania w szkołach powszechnych jest nieco (a czasami bardzo) niższy niż ten prezentowany w szkołach czy to prywatnych, czy to społecznych. Jak to się dzieje, że pomimo takiego samego wymiaru godzin, jeśli chodzi o poszczególne przedmioty, tak bardzo może różnić się poziom nauczania w poszczególnych szkołach, co można łatwo zauważyć czy to na podstawie wyników uczniów poszczególnych szkół w różnego rodzaju konkursach czy olimpiadach, czy to po tym, jaki odsetek uczniów danych szkół dostaje się na studia wyższe (chodzi tu o licea czy technika). Okazuje się, że poziom nauczania w szkole zależy od kilku czynników, na pewno jednym z ważniejszych jest kadra, jaka uczy w danej placówce. Jeśli są to nauczyciele posiadający nie tylko określony poziom wiedzy fachowej, ale też pasje nauczania, zapał, odpowiednie zdolności przekazywania uczniom posiadanej wiedzy, wówczas sukces w nauczaniu jest praktycznie pewny. Jednak tacy dobrzy nauczyciele nie biorą się znikąd – tu ogromna jest rola dyrektora danej placówki, który dobiera sobie nauczycieli, a wiec współpracowników, potrafi ich odpowiednio docenić, ukierunkować, znaleźć z nimi wspólny język. Wpływ na jakość nauczania ma też liczebność poszczególnych klas – jeżeli jest zbyt wiele osób w poszczególnych klasach, automatycznie trudniej jest przekazywać nauczycielom wiedzę, trudniej zapanować nad dziećmi czy młodzieżą, trudniej jest dokonać sprawdzenia poszczególnych osób, jeśli chodzi o ich stan wiedzy. Na pewno też wiele zależy od tego, jakie nakłady ponoszone są na wyposażenie poszczególnych pracowni w różne urządzenia multimedialne jako pomoce naukowe, co jest bardzo ważne w coraz większej ilości przedmiotów nauczanych w szkołach.

Jeszcze w czasach, kiedy nie było gimnazjów, a system szkolnictwa opierał się na szkołach podstawowych, zawodowych i średnich, był dość prosty schemat – osoby, które planowały iść na studia, wybierały naukę po szkole podstawowej w liceum ogólnokształcącym, decydując się na jeden z kierunków – matematyczno-fizyczny, biologiczno-chemiczny, humanistyczny czy też na profil ogólny, w zależności od tego, jaki kierunek studiów miał być w przyszłości wybierany. Osoby nieplanujące studiów wybierały czy to naukę w szkole zawodowej, czy w technikum, gdzie można było również zdać maturę, a wiec ewentualnie kontynuować naukę na studiach w przyszłości. Jednak od kilkunastu już lat nasze szkolnictwo zmieniło zupełnie swój kształt – szkoły zawodowe zostały w bardzo dużym stopniu zredukowane, podobnie działo się z technikami. Z kolei powstawały kolejne licea, na przykład w średniej wielkości mieście, gdzie przedtem było jedno liceum, powstawało ich 3 lub 4. Powstały też tak zwane licea profilowane, gdzie – według założenia – miano uczyć również pewnych kierunków zawodowych, a więc w zamierzeniach twórców tego systemu miały to być pewnego rodzaju technika, jednak bez konieczności wykonywania praktyk zawodowych. Ten pomysł jednak okazał się nie najlepszy i obecnie w pewnym stopniu wracają szkoły zawodowe i technika, aczkolwiek jest ich jeszcze zbyt mało. Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, czy warto wybierać naukę w liceum, należy odpowiedzieć sobie na pytanie podstawowe – liceum i co dalej. Prawda bowiem jest taka, że skończenie liceum jest tylko pewnego rodzaju możliwością startowania na studia, jeśli zaś chodzi o możliwość znalezienia po liceum zatrudnienia, jest to bardzo trudne do osiągnięcia zadanie.

Polacy są w pewnym względzie narodem szczególnym – prawie każdy uważa, że wszystko wie najlepiej, że zna się na wszystkim, że we wszystkim ma rację i to, jak postępuje, jest właściwe. Tak dzieje się również w kwestiach związanych z wychowaniem dzieci, od niemowlęcia po okres wchodzenia młodego człowieka w dorosłe życie. Oczywiście najtrudniejszy okres wychowania dziecka to czas, kiedy ono dojrzewa, kiedy przekształca się powoli z dziecka w kobietę czy mężczyznę, kiedy – jak to się popularnie określa – hormony szaleją i bardzo trudno dogadać się z młodym człowiekiem, dla które znikają w pewnym momencie wszelkie autorytety. Na szczęście coraz więcej rodziców i opiekunów zdaje sobie sprawę, że okres dojrzewania to również bardzo trudny czas dla ich dzieci, a więc powinno się w tym szczególnym okresie wzajemnie wspierać, szukać najlepszego z możliwych rozwiązania, a nie zwalczać się, bo przecież rodzice i dzieci nie są swoimi naturalnymi wrogami. Ważna kwestia to traktowanie nastolatku bardziej po partnersku niż na zasadzie zwierzchnik – podwładny. To partnerstwo obu stron względem siebie pozwala na większe wzajemne zrozumienie, na większą dozę tolerancji, bo przecież zdarza się i tak, że jesteśmy bardziej wyrozumiali i tolerancyjni w stosunku do obcych zupełnie ludzi niż do swoich dzieci, a przecież powinno być dokładnie odwrotnie. Na pewno partnerskie traktowanie swoich nastoletnich dzieci przyniesie dobre owoce, zwłaszcza wówczas, kiedy już minie okres dojrzewania i młody człowiek doskonale zrozumie, jak wielka włożyliśmy jako rodzice pracę w utrzymanie właściwych relacji wzajemnych.

Wielu obecnych rodziców z westchnieniem wspomina czasy, kiedy oni byli dziećmi, kiedy to nie było tak mocno rozpowszechnionych negatywnych zjawisk jak narkomania wśród młodzieży, a więc i łatwiej było wychowywać dzieci, mniej one były narażone na tak niebezpieczne zjawiska. Niestety problem narkomanii wśród młodzieży jest wciąż aktualny i jak na razie nic nie zapowiada przełomu w tej kwestii. Jest wręcz odwrotnie – coraz młodsze osoby sięgają po narkotyki, do tego dochodzi jeszcze problem tak zwanych dopalaczy, czyli substancji psychoaktywnych, po które sięgają już nawet 12 czy 13 letnie dzieci. Dlatego bardzo ważną kwestia jest to, aby rodzice i opiekunowie prowadzili już od wczesnych lat życia swoich dzieci edukację uświadamiającą ich o tym, jakie zagrożenia płyną z używania narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych, jak ich unikać i co zrobić, kiedy ktoś namawia do zażywania takich środków. Istotne powinno być dla rodziców i opiekunów wsparcie poszczególnych instytucji państwa, w postaci specjalistów prowadzących na przykład szkolenia dla rodziców, spotkania, na których można dowiedzieć się o wielu skutecznych sposobach zapobiegania narkomanii u dzieci, rozpoznawania tego problemu już na samym początku, kiedy się pojawi. Są niestety pewne sytuacje, kiedy rodzice narkomanki czy narkomana są zupełnie bezradni w swojej walce – przykładem może być sytuacja, kiedy dziecko ma skończone 17 lat i teoretycznie powinno być umieszczone – na wniosek rodzica – w ośrodku odwykowym, jednak taka decyzje podejmuje sąd rodzinny. Jednak często dzieje się tak, że sad jest opieszały, uznając, że już niedługo osoba będzie pełnoletnia, a jeszcze większy problem powstaje, kiedy młody człowiek zażywa narkotyki, ni łamie jednak w inny sposób obowiązującego prawa.

O ile do przedszkola nie chodzą wszystkie dzieci, z uwagi na takie ograniczenia jak braki miejsc w tych placówkach czy też środki finansowe rodziców nie pozwalające na posyłanie dziecka do przedszkola prywatnego, o tyle miejsce w szkole jest dla każdego dziecka, a więc w tym momencie – można powiedzieć – dzieci mają równe szanse. Wielu rodziców posyłających dzieci do szkoły uważa, że to na szkole spoczywa główny ciężar wychowania dziecka, oczywiście poza jego wykształceniem. Tacy rodzice uważają, że skoro posyłają dzieci do szkoły, gdzie pracują wykwalifikowane osoby, pedagodzy i nauczyciele, to oni powinni w procesie wychowawczym pełnić najważniejszą role, bo przecież my jako rodzice jesteśmy bardzo zabiegani, zapracowani, zarabiamy na utrzymanie, a więc już na sam proces wychowawczy naszych dzieci pozostaje tak niewiele czasu, że trudno jest cos konkretnego w tej mierze zrobić. Z kolei nauczyciele uważają, zresztą słusznie, że nie są w stanie zająć się kompleksowym wychowaniem dzieci uczęszczających do szkoły, że nie ma takiej możliwości fizycznej z uwagi na mała ilość czasu, jaki można poświecić na sam proces kształtowania młodego człowieka, ponieważ głównym zadaniem szkoły jest nauczanie, z tego właśnie są nauczyciele rozliczani. Rzeczywistość jest taka, że w wielu przypadkach tak naprawdę to dziecko wychowuje się samo, ponieważ rodzice żądają od szkoły prowadzenia procesu wychowawczego, a nie ma przecież takiej fizycznej możliwości. Faktycznie – to rodzice powinni grac pierwsze skrzypce w wychowywaniu swojego potomstwa, to oni własnym przykładem powinni ukazywać dzieciom odpowiednie wzorce do naśladowania.